Kurczak Tikka Masala
Mój (tak to ja, rzepak) debiut na naszym kulinarnym blogu – kurczak Tikka Masala, przepis zaczerpnięty z świetnego bloga – Kuchnia Agaty. To kolejna nasza próba w kuchni indyjskiej, i nie jest to tylko spowodowane zamiłowaniem Agi do bollywodzkich filmów, po prostu nam odpowiadają te smaki ![]()
Pierwszym wyzwaniem było zdobycie składników na tą apetyczna potrawę. Na poszukiwania wyruszyliśmy do Bomi, gdzie mimo szerokiego wyboru przedziwnych rzeczy, właściwie udało nam się kupić tylko siekane pomidory w zalewie. Problemem okazał się być kumin, którego na próżno szukaliśmy. Dla informacji, kumin to inaczej kminek rzymski, i nie ma wiele wspólnego ze zwykłym kminkiem oprócz nazwy, więc jeśli traficie na
przepis gdzie trzeba go użyć, lepiej poszukajcie dobrze i nie zastępujcie „standardowym” kminkiem. Udało nam się go kupić dopiero w Delimie.
Po skompletowaniu składników, Aga zrobiła wieczorem w piątek marynatę, która sobie spokojnie czekała w lodówce na sobotnie pichcenie.
Składniki na marynatę:
- 200 ml greckiego jogurtu
- 1 łyżeczka papryki w proszku
- 2 łyżeczki ziaren kuminu
- 1 łyżeczka cynamonu
- 2 łyżeczki pieprzu cayenne
- 1 łyżeczka mielonego imbiru
- sól
Składniki na sos:
- 1 cebula
- 1 łyżeczka curry
- 0.5 łyżeczki mielonej kolendry
- 1 łyżeczka pieprzu cayenne
- 1 puszka siekanych pomidorów w zalewie
- 3 ząbki czosnku
- 200 ml mleka kokosowego
Sposób przyrządzenia:
Ważną kwestią jest żeby jogurt był typu greckiego, czyli gęsty i kremowy, a kumin utłuczony w moździerzu (o czym akurat z mojej winy nie wiedzieliśmy). Kurczaka należy oczywiście oczyścić, pokroić w kostkę i obtoczyć w marynacie sporządzonej z powyższych składników.
Następnego dnia, zaczęliśmy obsmażać mięso na patelni i przygotowywać resztę rzeczy. Aga pokroiła czosnek, ja poszatkowałem cebulę (nie roniąc ani jednej łzy), z braku mielonej kolendry, musiałem ręcznie „zmielić” jej ziarna, co roztoczyło bardzo ładny zapach.
Przerzuciliśmy kurczaka z patelni do garnka, a na (umytą
) patelnie wrzuciliśmy cebulę z czosnkiem, curry i kolendrą, celem szybkiego przesmażenia (pachniała fantastycznie).
Po chwili do garnka z kurczakiem i przesmażoną cebulą wrzuciłem pomidory, zalałem mleczkiem kokosowym, Aga mieszała i tak zostawiliśmy nasze pyszne danie na ogniu (jeszcze odrobina pieprzu cayenne).
W czasie kiedy smaki się łączyły, A. zaczęła robić ryż na patelni. Przyznam się, że pierwszy raz spotkałem się z tą techniką
Ryż wysypujemy na patelnie i smażymy na odrobinie oliwy z oliwek, aż stanie się prawie przezroczysty, po czym zalewamy wodą (w stosunku 1:2, lub 1:1,5 jak zrobiła A.) i przykrywamy patelnie. Raz przykrytej patelni nie można podobno podnieść do końca gotowania.Ryż zaczyna się gotować, tworząc specyficzna strukturę między ziarnami, coś na kształt korytarzy. Naturalna sieć kanalików, pozwala na równomierne ugotowanie ryżu. Po 15 minutach jest gotowy do spożycia. Smakuje inaczej niż taki gotowany na wodzie w garnku.
Nałożyliśmy danie na nasze nowe talerze
i po kilku zdjęciach (to zawsze najgorszy moment jak to wszystko pachnie, wygląda i kusi, a A. robi zdjęcia i nie pozwala dotknąć) zaczęliśmy ze smakiem pałaszować.
Danie było pyszne i chociaż jego wygląd nie należy do najatrakcyjniejszych
na pewno jeszcze je powtórzymy. Polecamy







wszytko pięknie i smakowicie ale ile tego kurczaka i jakie jego fragmenty?
Ta marynata i sos to na dwie osoby?
btw dzieki za wyjawienie mojej indolencji w temacie kminku ;P
użyliśmy filetu z kurczaka o wadze 500g
Rzepak kupił 400g, ale nie wie ze dorzuciałam jeszcze jakieś piersiątko z lodówki (a co! niech chłopak ma „obfita porcje”) Marynaty było, aż za dużo, ale przynajmniej wszystkie kawałki kurczaka były dobrze obtoczone